Wydawnictwo bajek dla dzieci "PROMYK"
Zaczarowany Indyk:
Gdzieś za miastem biała chatka
Zaprasza życzliwych ludzi;
Tu spotkamy wujka Władka,
Który nigdy się nie nudzi.
Wujek bardzo jest wesoły.
Zawsze chętnie winko pije,
Chowa świnki, drób i przczoły.
Jest rolnikiem, z tego żyje.
Raz (niestety w Wielkim Poście)
Odwiedziła go rodzina,
Więc, jak zwykle, gdy są goście,
Wujek poszedł ściągnąć wina.
Winko było wyśmienite,
Bardzo chętnie je kosztował.
Nalał miarki należyte
I swych gości poczęstował.
Potem poszedł do kurnika:
- Coś dać gościom jeść wypada.
I już sięga po indyka,
a indyk mu tak powiada:
- Oszczędź, proszę, moje życie.
Uroczyście obiecuję,
Że się zemszczę należycie,
Jeśli ktoś mnie dziś skosztuje!
I posłuchaj, co ci powiem:
Gwałt chcesz czynić niesłychany!
Mylisz mnie ze zwykłym drobiem,
Jestem ptak zaczarowany!
- Oj, za dużo dziś wypiłem
(Wujek w głowę się podrapał),
Chyba sobie to przyśniłem!
I indyka szybko złapał.
Wkrótce indyk oskubany,
Upieczony przy ognisku,
Apetyczny i rumiany
Leżał godnie na półmisku.
Zwykle gościom drób smakował,
A ten ciągle nie był tknięty...
Tylko wujek go skosztował,
Na nic zdały się zachęty.
Odtąd działo się coś złego.
Wujek zrobił się złośliwy,
Jakiś taki... do niczego,
No i bardzo napastliwy:
Agresywny, napuszony,
Chodził wściekły i nadęty,
Kolor drażnił go czerwony
I gulgotał jak najęty.
Bardzo groźny się wydawał
I wyglądał na chorego.
Rano późno z łóżka wstawał,
Nikt nie zbliżał się do niego!
W różne wdawał się potyczki,
Ignorował piękne panie,
A spoglądał na indyczki
Z jakimś lubym ociąganiem.
Były święta, więc rodzina
Poszła razem do kościoła.
Późna była już godzina.
- Gdzie jest wujek? - ciotka woła.
Szuka męża wśród gawiedzi,
Idzie tam, gdzie zbiegowisko,
A on wśród indyczek siedzi...
Wściekło chyba się chłopisko!
Nagle zadygotał cały,
Rzucił się na piękne panie
(Bo czerwone suknie miały),
Aż mu pękło w szwach ubrani!
Sąsiad, który wujka lubi,
Mówił, kryjąc smutek szczery:
- Kolor go czerwony zgubi!
On indycze ma maniery.
Gdy w areszcie go zamknięto,
Aż czerwony był na twarzy.
Choć to było wielkie święto,
Trzech zbadało go lekarzy.
Potem jeszcze tydzień cały
Pytaniami go męczyli
I badania długo trwały,
Nim do domu go puścili.
Włóczył się po kątach wszędzie,
Osowiały, chory, blady:
- Chyba z niego nic nie będzie,
Na tę słabość nie ma rady.
Chatka w oczach się sypała...
Dach przeciekał, padła krowa,
A ta druga, co została,
Też nie bardzo była zdrowa...
Żył tu kiedyś weterynarz,
Lecz wyjechał, gdy był stary.
Leczył dobrze, nawet młynarz
Podejrzewał go o czary.
Odszukała go cioteczka,
Zaprosiła do chorego.
Więc przyjechał aż z miasteczka:
- Co tam u Was znów nowego?
Zbadał krowę, dał jej zupy
Z ziółek, które przyniósł z sobą.
Potem zajrzał do chałupy:
- No, mój stary, co jest z tobą?
Weterynarz go osłuchał,
Zrobił chłopu lewatywę.
I żołądek mu przepłukał,
Kazał świeżą jeść pokrzywę.
No i proszę, ta metoda
Okazała się wspaniała.
Troszkę wujka było szkoda,
Zrzucił kilka kilo ciała.
Po tygodniu "rozindyczał"
I nareszcie jest już zdrowy.
Wszystkie szkody ponaprawiał,
Chowa tak jak dawniej krowy.
Pracy ciągle mu przybywa,
Karmi kurki i perliczki,
Ale kiedy odpoczywa,
Lubi patrzeć na indyczki.
Odtąd ciągle czegoś szuka...
A kiedy indyczkę spotka,
Mruczy cicho: - ale sztuka!
Udała się ta ślicznotka!
Webmaster:
twozny@promyk.poznan.pl
Ostatnia modyfikacja: 2011-11-19
(C) P.W. "PROMYK" Wszelkie prawa zastrzeżone.